AI – czyli jak zmanipulowano rynek SEO?

AI, CZYLI PRAWIE DOSKONAŁY PRZYKŁAD CENZURY ORAZ WYMUSZENIA DOSTOSOWANIA SIĘ W KAŻDYM ZAKRESIE, KRYTERIUM.

Czy ChatGPT jest krokiem do przodu, czy dopasowaniem świata online do „mniej myślących”?

Znów istotą sprawy staje się SEO. Wygląda na to, że SEO nie zginęło, ale będzie musiało się zmienić i wziąć pod uwagę dodatkowe czynniki i to na serio.

Wpisując w wyszukiwarkę zapytanie np. o książki, zwraca ona szereg stron z interesującymi nas książkami, które posiadają konkretne opisy wykonane przez autorów, wydawnictwa itd. Przeglądając zaproponowane strony, sami decydujemy śladem której książki podążymy w celu znalezienia dodatkowych informacji, czy lepszej ceny. Takie strony potrafią przemycić nawet książki, które znajdują się w serwisach, które z jakiegoś powodu nie są indeksowane w wyszukiwarce. Jednym słowem, produkty (to nie chodzi tylko o książki), które znajdują się na stronach, których pozycje w wyszukiwarce są bardzo dalekie lub w ogóle nie ma ich w indeksie wyszukiwarki, mają szansę zostać zauważone – można do nich dotrzeć. To jest jedna z wielkich zalet niedoskonałości algorytmów i oprogramowania.

Wpisując polecenie w ChatGPT „poleć książki o …” oczywiście otrzymujemy listę elegancko opisanych pozycji. I nie byłoby w tym nic złego, ale! AI filtruje dla nas pozycje według całkowicie innych danych:

  • Jeśli strona z produktem znajduje się na dalekich pozycjach wyszukiwarki Google, lub jeśli w ogóle nie jest zindeksowana, albo znajduje się tylko w portalach społecznościowych – nie ma szans, żeby AI wyświetliło go na liście.
  • Jeśli treści o produkcie są stare, czyli były napisane jakiś czas temu i nie ma żadnych aktualizacji – AI również nie wyświetli ich na liście.
  • Autor, właściciel produktu, właściciele sklepów i stron, w których te produkty występują oraz źródła z treścią o produktach – to kolejne kryterium, które powoduje, że jeśli ktoś ma na bakier z algorytmami Google, jego produkty nie będą wyświetlane.
  • Zakres tematyczny, czyli zakres, który AI sama sobie stawia jest kolejnym kryterium. Na podstawie zalet, możliwości, stopniach zaawansowania, czy nawet zewnętrznych atrybutów klasyfikujących dany produkt, AI buduje swoją ramę (zakres) i nic co nie pasuje do tego zakresu nie będzie zaproponowane (wyświetlone).
  • Rodzaje samego produktu, ich dostępność dla szerokich mas albo wąskiego grona, a także różne jego wersje są kolejnym kryterium AI.
  • •Popularność i oceny – szczerze mówiąc nie sądziłem – NIE WIERZYŁEM, że to również stanie się podstawowym kryterium filtrowania wyników. Produktu, który znajduje się tylko w serwisach społecznościowych AI nie pokaże, ale za to kieruje się opiniami o produktach oraz popularnością osób, które są z nimi powiązane. Co z tego, że pobiera je właśnie z mediów społecznościowych?!
  • Kolejne kryterium to praktyczność, przykłady, opisy dla tych „mniej myślących”, czyli tych, którzy nigdy ich nawet nie czytają, są niestety istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje AI.

Tych kryteriów jest więcej. Dopasowanie się z własnym produktem do nich jest obecnie problematyczne, ponieważ najpierw należy je poznać i to metodą ręczną, a dopiero dostosować wszystko, włącznie z własnymi profilami w mediach społecznościowych.

Posiadając negatywne komentarze, publikując problematyczne dla Google publikacje (jak np. moje – Google nie cierpi jak mówi się o firmie negatywnie) należy liczyć się z banem.

Z drugiej strony, prowadząc własne profile w mediach i mając super opinie, będąc przy tym popularnym, można wpływać na AI i być branym pod uwagę. Nie jest przy tym istotne czy znamy się na czymkolwiek, czy publikujemy sprawdzone informacje, czy najnormalniej w świecie oszukujemy dla własnych korzyści – kryterium AI będzie spełnione.

Jednym słowem, AI też możemy zmanipulować!

Przemysław Lange, 13.02.2025 r.